Wielki przegląd filmów: Kevin Smith- Sierpień ‘09

Żeby nie było, że odpuściłem sobie recenzowanie filmów. Brak internetu coraz bardziej daje w kość, jednak ja się nie poddaję.
Jeśli mnie znacie, to wiecie, że nie lubię pisać tekstów u siebie w domu i następnie wrzucać ich u znajomych czy w kafejce internetowej. Tracę przy tym ostatnie resztki przytulnego życia recenzenta, starając się wykonywać swoją “pracę” jak najlepiej.
Jednakże ostatnio nie widziałem nic szczególnie ciekawego, wręcz trafiały mi sie same słabe kąski. Na szczęście, pewien czas temu znalazłem płytę z 6 filmami mojego ulubionego reżysera, Kevina Smitha. Mistrz dialogów i historii utrzymał mnie jakoś przy życiu, dzięki czemu mogę teraz do was pisać. Machnę w tym poście 2 recenzje, kolejne będą ukazywać się na dniach. Mam nadzieję, że tak jak ja, zaciśniecie zęby i poczekacie do momentu, aż będę miał ponownie internet, dzięki czemu powróci dotychczasowa częstotliwość ukazywania się notek, przywracając uśmiech na mojej i waszej twarzy.
Wszystkie tytuły napisze po polsku, bo niektóre filmy leciały swego czasu w TV.

1. Sprzedawcy

Pierwszy film Kevina Smitha, jaki dane mi było obejrzeć, będący zarazem jednym z starterów mojego zainteresowania się filmem.
Wywarł na mnie ogromne wrażenie stylem prowadzenia narracji, oprawą oraz dialogami. Kevin Smith rozbudził we mnie miłość do filmów dialogów, szczególnie do tych, o charakterze kulturowym i społecznym. W filmie nie występuje jednak wyeksploatowany  do granic możliwości temat egzystencji człowieka oraz jego roli w świecie. O nie, Smith woli bardziej rozmowy o tym, dlaczego zniszczenie drugiej Gwiazdy Śmierci nie jest całkiem sprawiedliwe. Są również rozmowy o miłości, zdradzie, robieniu lodów komuś i samemu sobie. Dzięki temu film jest ciekawy, i można go oglądać zarówno samemu, jak i z kolegami, lub dziewczyną/chłopakiem.
Kolejnym ważnym czynnikiem tego filmu są bohaterowie. Takiej oryginalności nie widziałem jeszcze nigdy. Miły pechowiec Dante, bezpruderyjny, często chamski cwaniak Randall, oraz słynny duet Jay i Cichy Bob (Jason Mewes i Kevin Smith). Oglądając ich nie raz i nie dwa miałem szerokiego banana na ustach. A wszystko dlatego, że Dante zostaje brutalnie sprowadzony do pracy w sklepie spożywczo-przemysłowym. Jego szef, mimo zapewnień nie stawia się na wyznaczoną godzinę, dzięki czemu mamy możliwość przyglądania się perypetiom tytułowych Sprzedawców. Dante (Brian O’Halloran) próbuje m.in zapanować nad buntem klientów przeciwko przemysłowi papierosowemu. Randall (Jeff Anderson) natomiast stara się wytykać ludziom ich głupotę (albo ukazywać swoją wyższość) będąc za ladą w wypożyczalni video.
Szczególnie warty uwagi jest Cichy Bob, który przez cały film nie mówi nic, dopiero pod koniec filmu rzuciwszy trzy zdania wychodzi ze sklepu, zostawiając przy tym Dantego, który uświadamia sobie uczucia do pewnej kobiety. Dla mnie klasyk.
Kevin Smith lubi muzykę, szczególnie rock. Czasami piosenki w filmie robią za tło, czasami są doskonałą puentą. W każdym razie odgrywają ważną rolę w filmie, dzięki temu, nie jest to monotonny obraz. Miło jest czasami posłuchać takich zespołów jak “Alice in Chains” czy “Soul Asylum”.
Film zawiera w sobie mnóstwo świetnych scen, na przykład wspomnianą wcześniej rozmowę o Gwieździe Śmierci lub scenę śpiewania kultowego już w niektórych kręgach “Berseker”. Mało który film może pochwalić się takimi dialogami (oczywiście, do takiego “Pulp Fiction” się nie umywa). Warto również wspomnieć, że film powstał za małe pieniądze. Numer z gumą do żucia w kłódkach został wymyślony po to, by móc kręcić zdjęcia w sklepie, było to możliwe tylko w nocy. kilku aktorów występowało również w kilku rolach.
Takich filmów w obecnych czasach się raczej nie znajdzie. Ciężko jest również “Sprzedawców” zaszufladkować w którymś z gatunków. Mamy tu elementy komedii, czarnego humoru oraz filmu obyczajowego. Wychodzi to jednak na zdrowie zarówno widzowi jak i reżyserowi. Jedna z wielu pereł taniego kina, która przeradza się w kultową produkcję, jedną z najchętniej kradzionych w wypożyczalniach.

2. Szczury z supermarketu.

Tym razem Kevin Smith nakręcił profesjonalny film, pod patronatem studia Universal. Całkiem zgrabna historia młodych ludzi których różne ścieżki zaprowadziły w jedno miejsce. Do supermarketu. Miejsce bardziej przypomina bardziej galerię, ale nie o to tu chodzi. Tym razem mamy konkretną fabułę, Smith mógł zatrudnić tym razem więcej aktorów, a większość z nich to konkretne gwiazdy (Ben Affleck na przykład). Główny bohater, T.S (Jeremy London) po kłótni z swoją dziewczyną, Brandi (całkiem słodka Claire Forlani) jedzie po poradę do kumpla, Brodiego (Jason Lee). Ten również ma kłopoty z swoją druga połówką, oboje więc szukają ukojenia w pobliskim centrum handlowym. Przemierzają kolejne działy, spotykając starych kumpli i dziewczyny, starając się udobruchać swoje kobiety. Postanawiają wykorzystać okazję, jaką daje randkowe show, w którym wystąpi Brandi.
Jako, że tym razem ma być bardziej konkretnie, brakuje  nowatorstwa pierwszego filmu Smitha. Mniej jest również kulturowych dialogów, jednak jest kilka interesujących scen. Miło jest natomiast zauważyć słynnego Stana Lee, ojca Spidermana. Tutaj gra samego siebie, bedąc przy okazji kimś, na wzór dobrego mistrza, który pomaga bohaterom dobrą radę i słowem.
Występuje również mój ulubiony duet, Team of Destruction czyli Jay i Cichy Bob. Odwalają tutaj kawał dobrej, partyzanckiej roboty, jednak nie są tak powalajacy, jak w “Sprzedawcach”. Tym razem, Smith zgłębia się w strategię kontaktów damsko- męskich, starając się przy tym zrozumieć mentalność obu stron. Wyszło mu całkiem nieźle, szczególnie godny pochwały jest motyw młodej Trish, która sypiając z facetami w różnym wieku, opisuje seksualne zachowania obiektów swoich badań. Kolejną oryginalną scena jest wizyta u wróżki. Brawa dla Smitha, za pomysłowość.
Nie jest tak świetnie, jak za pierwszym razem. Jednak jest to film godny uwagi, szczególnie, że Smith zaczyna nim typową dla siebie roszadę aktorską, czyli obsadzanie aktorów z swoich poprzednich filmów w innych rolach, jak to ma miejsce z Brianem O’Halloranem, który w Sprzedawcach grał Dantego. Tutaj, gra jednego z uczestników show, mając inne nazwisko i przeszłość. Czy to przeszkadza? Nie za bardzo, poza tym, jest to znak rozpoznawczy Smitha. Kevina Smitha, który zaciągnąwszy widza do centrum handlowego pokazuje oryginalne życie Amerykanów.

P.s W tygodniu możecie się spodziewać notki o MFKiG. Czyli wszystko o planowaniu wyjazdu, ofercie plakatowej i kilka próśb do dobrych chrześcijan/buddystów/shintoistów.

P.s 2 Dzięki Lidio za sporadyczne notki!

Read Users' Comments (1)

Recenzja-Metro strachu (The taking of Pelham 123)

Będąc w Krakowie dla dopełnienia aktu odchamiania, zahaczyliśmy o kino. Rano, tegoż właśnie dnia, jadąc tramwajem, wypatrzyliśmy plakat reklamowy „Metra strachu” i jakież było nasze zdziwienie, gdy wieczorem okazało się, że trafiliśmy na premierę właśnie tego filmu. Nakręceni pochlebnymi opiniami recenzentów, przeżyliśmy bolesne rozczarowanie, gdy zamiast porywającego thrillera otrzymaliśmy typowy amerykański gniot. Pomijając sam fakt, że daleko mu do thrillera, jak go nazwał producent, to nawet jako kino akcji film jest co najwyżej przeciętny.


Akcja rozpoczyna się porwaniem pociągu (czemu metro?), a dokładniej jednego wagonu przez 4 bandytów-terrorystów. Ich przywódca Ryder(John Travolta) domaga się pokaźnego okupu w zamian za życie zakładników. Grozi, że jeśli nie otrzyma pieniędzy w ciągu godziny, będzie zabijał po jednej osobie co minutę. Garber- szef ochrony (Denzel Washington), który nadzorował trasę porwanego składu Pelham 123, nawiązuje połączenie z głową akcji i próbuje sił w negocjacjach. Ich rozmowa stanowi główną część filmu i odsłania grzeszki obydwu panów. Mimo że Ryder nie jest typowym czarnym charakterem, Garberowi udaje się go przegadać i koniec końców udobruchać na tyle by pozwolił na dowiezienie okupu z opóźnieniem. Terrorysta stawia jednak warunek- pieniądze ma dostarczyć nikt inny jak  sam Garber, który bez wahania spełnia ten rozkaz, ratując bezbronnych i przerażonych zakładników i wplątując się w nieprzyjemną sytuację. Ostatecznie jak zazwyczaj zwycięża dobro, a zło zostaje przykładnie ukarane.


Reżyser Tony Scott nigdy nie słynął z wyszukanych pomysłów, ale „Metro…”, choć to remake, jest całkowitym pójściem na łatwiznę. Scenariusz niewolniczo trzyma się szablonu amerykańskiego wyobrażenia o filmie akcji: słaby, pokrzywdzony przez los człowieczek staje się bohaterem po uratowaniu pociągu/samolotu/statku/inne* (*niepotrzebne skreślić). W międzyczasie pada kilka strzałów, pojawiają się trupy bezbronnych ofiar zamachowca-psychopaty (albo jeśli ktoś woli nieszczęśliwego desperata). Zupełny brak oryginalności i nowych rozwiązań znacząco wpływają na przewidywalność, a tym samym znudzenie jakie odczuwa widz, szczególnie  w pierwszej części filmu. Sama muszę przyznać, że tylko siłą woli powstrzymywałam się przed zaśnięciem przez pierwsze pół godziny. Potem coś jakby drgnęło w akcji i mimo że wciąż szablonowy film stał się milszym dla oka. Znacząco wpłynęła na to dobra obsada (Denzel Washington, John Travolta, John Turturro) i niezła gra aktorska. Innych plusów „Metra…” ciężko się doszukiwać.

Film jak film. Odradzać nie będę, bo choć nie porywa ambitnością, to dla zabicia czasu nada się idealnie.

Read Users' Comments (3)

Recenzja- Strażnicy (Watchmen)

Dzisiejszym daniem dnia są „Strażnicy”(Wachmen) niejakiego Snydera (twórca 300)      -adaptacja komiksu dwóch genialnych panów Alana Moore’a i Dave’a Gibbona. Choć Moore nie wyraził zbytniego entuzjazmu pomysłem zekranizowania komiksu, a żaden z twórców nie wyraził zgody, na łączenie ich nazwisk z filmem, to scenariusz został zaakceptowany przez Moore’a a Gibbon był głównym konsultantem na planie. Oryginał komiksu został użyty, jako storyboard do filmu, więc jeśli ktokolwiek obawiał się zniszczenia dzieła, jakim niewątpliwie są „Strażnicy”, może odetchnąć z ulgą, całość została niemal niewyobrażalnie wierna komiksowi.


Wydaje się: ot kolejna zwyczajna baja o superbohaterach i jeszcze z tego film zrobili. A okazuje się, że dziś, gdy świat drży ze strach przed terroryzmem, filmowa alternatywa świata dotyka nader aktualnej problematyki. Nawet same postacie nie są typowymi bezproblemowymi istotami o nadprzyrodzonych umiejętnościach. To zwyczajni ludzie przebrani w śmieszne kostiumy i biegający po ulicach z niebezpiecznymi zabawkami. Moore rozebrał ich z idealistycznych wizji i bezpardonowo zepchnął z piedestału prosto w sidła szarej codziennej zwyczajności, z którą nie potrafią sobie poradzić.

Mamy rok 1985, Ameryka wygrała wojnę w Wietnamie, Nixon został wybrany na następna kadencję, a światu grozi atomowa zagłada (konflikt Rosja-USA). Dawni zamaskowani superbohaterowie na mocy ustawy Keene’a, zakazującej im samodzielnej działalności, albo odeszli na emeryturę, albo zeszli do podziemia, tylko nieliczni zdecydowali się na współpracę z rządem. Akcja rozpoczyna się wraz ze śmiercią jednego z zamaskowanych- Edwarda Blake’a powszechnie znanego pod pseudonimem Komediant- zimnego drania bez skrupułów, który ginie wyrzucony z własnego mieszkania na 30 piętrze. Rorschach, ostatni wymierzający sprawiedliwość, rozpoczyna śledztwo na własną rękę i dochodzi do wniosku, że ktoś poluje na byłych superhero. Bezskutecznie próbuje ostrzec przyjaciół po fachu, którzy uważają go za paranoika. Wkrótce jednak jego podejrzenia potwierdzają się- kolejni superbohaterowie stają się celami zamachów a on sam wpada na ślad głębszej intrygi, w którą zamieszany jest niejaki Ozymandiasz- zapatrzony w siebie, najsilniejszych superbohaterów (pomijając dr Manhattana), finansujący jedno z największych nuklearnych przedsięwzięć. W tym czasie jedyna istota mogąca powstrzymać atomowy holocaust- doktor Manhattan, błękitny osobnik obdarzony nadprzyrodzonymi umiejętnościami- porzuca wiarę w ludzkość i opuszcza ziemię. Kiedyś młody, zdolny fizyk, w wyniku niefortunnego wypadku w laboratorium spełnił amerykańską wizję supermana. Jednak ludzie nie przewidzieli, że nawet superman może być zmęczony życiem, a problemy ludzkości go przerosną. Powtarzając za Manhattanem: „Czymże jest jedna mała niebieska planeta w porównaniu ze wszystkimi galaktykami i równoległymi światami?”

Fenomenalnie dobrana muzyka, olśniewające efekty specjalne, świetna gra aktorska i groteskowe sceny cieszą oko, jednak dwie i pół godziny to stanowczo zbyt długo, by utrzymać nawet najwytrwalszego widza przed ekranem bez choćby odrobiny znudzenia. Mimo tego uważam, że „Strażnicy” to pozycja obowiązkowa zarówno dla fanów komiksów, jak i zwyczajnych śmiertelników i gorąco polecam.

Read Users' Comments (4)

Niespodziewane przemyślenia #14

Nie mam Internetu. Od poniedziałku.  3 sierpnia. Żadnego kontaktu ze światem, nie mogę sprawdzić poczty, twittera, komentarzy na blogu. Nie mogę umieszczać notek, czytać newsów, oglądać porno.
Ciężko jest.
Ale się nie poddaję. Ciągle przed sobą mam wizję zmiany dostawcy Internetu w sierpniu, dodatkowo
motywuje mnie Projekt: Victoria. Na razie czytam, ćwiczę, i oglądam filmy i anime na kompie. Udało mi się obejrzeć
Listę Schindlera. Świetny film, ciężki, ponury i bezpardonowy. Liam Neeson zagrał bardzo dobrze, podobała mi się jego kreacja.
Przeczytałem “I nie było już nikogo” Agathy Christie. Znana również jako “10 murzynków” lub “10 żołnierzyków”. Każdy rozdział to zwrot akcji, atmosfera robi się cięższa z każdą przeczytaną stroną. A zakończenie jest wręcz kapitalne. Polecam każdemu fanowi kryminałów.
Skończyłem również “Kafkę nad morzem” Murakamiego. Bardzo dobra powieść psychologiczno-obyczajowa z lekko fantastycznymi wydarzeniami. Będę miał do niej sentyment, gdyż to ona sprawiła, że postanowiłem wziąć się w garść i zrobić coś ze swoim życiem.
“Wiedźmikołaja” Pratchetta też mam za sobą. całkiem zgrabne i przyjemne. Warto było powrócić do tego Brytyjczyka. Szczególnie do gustu przypadła mi Susan, oraz o, bóg.
Oglądam w międzyczasie “Death Note” i gram w “Fable”. Anime jest świetne, gra wciągająca. Tak się złożyło, że wszystko za co się biorę ostatnio, jest dobre.

Co do ćwiczeń, nie powiem, jest ciężko, ale zestaw podesłany przez Janka Mazura wydaje się być całkiem konkretny. W sumie to tylko dlatego, że nigdy nie ćwiczyłem specjalnie, tylko na lekcjach wychowania fizycznego. Pompki i brzuszki idą mi nieźle, gorzej z podciągnięciami. A biega mi się też całkiem nieźle, mogę sobie wtedy spokojnie posłuchać muzyki i się trochę odstresować.

Zaczynają się żniwa, kilka dni ostrej, wieśniaczej harówki. Za dwa tygodnie robię spóźnioną osiemnastkę. Kto chce, niech wpada ^^

Więcej napiszę pod koniec tygodnia, może jakąś reckę uda mi się skleić. Strasznie nie lubię pisać u siebie i wrzucać tekstów na obcym terenie.

Read Users' Comments (0)

Projekt: Victoria

Uwaga, otwieram kolejny, cudowny, innowacyjny projekt mojego pomysłu.

A wszystko za sprawą Murakamiego. Przeczytawszy kilkanaście rozdziałów zrobiłem kilka rzeczy tak spontanicznie, że aż sam się zdziwiłem. otóż: Wypiłem pierwszą w życiu kawę, zastanowiłem się nad własnym sensem istnienia i zrobiłem 2 serie po 20 brzuszków. Wtedy właśnie dopadł mnie swoisty kryzys egzystencjalny, na którego jest tylko jedna rada. Wziąłem się w garść i postanowiłem sobie kilka rzeczy. No, kilkanaście. Oto lista.

postanowienia

Nie mam zielonego pojęcia, co mnie tchnęło do takich rzeczy. Niektóre są moim głównym celem, uważam, że niektóre powinny być, a niektóre punkty miło by było wykonać. Czas mam od 31 lipca 2009 do 31 lipca 2010, czyli równiusieńki rok. Czasu w sam raz. Do końca miesiąca wprowadzę może jakieś poprawki, ale na razie uważam, że questów jest w sam raz i odpowiednio je sformowałem.

Za każde wypełnione zadanie, zamierzam nagrodzić się puszką Pepsi. Tak na zachętę.

Trzymajcie kciuki, na bierząco będe informował o postępach

Read Users' Comments (14)

statystyka